
Zanęta na sierpień: co u mnie działa, a co przestało
Po dwudziestu latach mam już swoje przyzwyczajenia. Kilka z nich w tym roku musiałem zweryfikować — woda jest cieplejsza niż kiedyś.

Archiwum
Każdy wyjazd, który był wart opisania. Od trzydniowych sesji karpiowych po godzinę ze spławikiem po pracy.
8 relacji

Po dwudziestu latach mam już swoje przyzwyczajenia. Kilka z nich w tym roku musiałem zweryfikować — woda jest cieplejsza niż kiedyś.

Pojechałem na dwie noce, zostałem trzy. Woda była przejrzysta jak szkło, ryby ostrożne, a wszystko rozegrało się w ostatnich czterdziestu minutach.

Brodzenie po pas w mule, komary wielkości wróbla i jedna ryba, która zerwała mi dwa zestawy, zanim dała się wyprowadzić.

Padało od rana, ciśnienie spadało, a wszyscy mądrzy ludzie siedzieli w domu. Czasem warto być tym niemądrym.

Bez rod-podów, bez sygnalizatorów, bez namiotu. Spławik, czerwony robak i cztery godziny ciszy nad Lednicą.

Wyjazd po pracy, rozstawienie o dwudziestej, zwijanie o szóstej rano. Da się i taka sesja ma sens.

Zestaw karpiowy, kulka proteinowa i szczupak, który najwyraźniej nie czytał poradników o tym, na co powinien brać.

Największe targi wędkarskie w Europie, trzy dni, dwadzieścia kilometrów przejścia po halach i jedna rzecz, którą naprawdę warto było zobaczyć.