Przejdź do treści
Karp Posen
Zachód słońca nad rozlewiskiem, trzciny na tle płonącego nieba

Amur z rozlewiska, czyli jak zmarnować cztery godziny i nie żałować

Brodzenie po pas w mule, komary wielkości wróbla i jedna ryba, która zerwała mi dwa zestawy, zanim dała się wyprowadzić.

Rozlewisko Warty pod Śremem to nie jest miejsce dla ludzi, którzy lubią wygodę. Żeby dojść do stanowiska, trzeba przejść dwieście metrów przez podmokłą łąkę, a potem jeszcze wejść do wody po pas.

Ale amury są tutaj takie, jakich nie widziałem nigdzie indziej w Wielkopolsce. Chodzą pod samą powierzchnią, przy krawędzi trzcin, i jedzą wszystko, co spadnie im przed nos.

Metoda: nic skomplikowanego

Trzy ziarna kukurydzy na włosie, żadnego ciężarka, przypon puszczony luźno z prądem. Cała sztuka polega na tym, żeby podać zestaw tak, żeby wyglądał jak kukurydza, która sama wpadła do wody.

Amur biały trzymany poziomo nad matą karpiową
104 cm. Amur w tym rozmiarze ciągnie jak motorówka.

Pierwsze dwa zestawy poszły w trzciny razem z rybą. Trzeci wytrzymał, ale walka trwała dwadzieścia minut i skończyła się tym, że musiałem wejść do wody po szyję z podbierakiem.