
Lin o świcie, czyli najspokojniejszy poranek tego roku
Bez rod-podów, bez sygnalizatorów, bez namiotu. Spławik, czerwony robak i cztery godziny ciszy nad Lednicą.
Czasem mam dość sprzętu. Namiot, rod-pod, trzy wędki, sygnalizatory, skrzynia, echosonda — żeby pojechać na jedną noc, pakuję pół bagażnika.
Więc pojechałem na Lednicę z jedną wędką spławikową, pudełkiem robaków i termosem. Nic więcej. Wszedłem na stanowisko o czwartej trzydzieści, kiedy nad wodą stała jeszcze mgła.

Trzy liny w cztery godziny, największy 9,6 kg. Ale szczerze mówiąc, nawet gdyby nie brało, i tak byłby to najlepszy poranek tego roku.
Czytaj dalej
Inne wypady

Zanęta na sierpień: co u mnie działa, a co przestało
Po dwudziestu latach mam już swoje przyzwyczajenia. Kilka z nich w tym roku musiałem zweryfikować — woda jest cieplejsza niż kiedyś.

Trzy noce na Powidzkim i jeden karp, który wszystko zmienił
Pojechałem na dwie noce, zostałem trzy. Woda była przejrzysta jak szkło, ryby ostrożne, a wszystko rozegrało się w ostatnich czterdziestu minutach.

Amur z rozlewiska, czyli jak zmarnować cztery godziny i nie żałować
Brodzenie po pas w mule, komary wielkości wróbla i jedna ryba, która zerwała mi dwa zestawy, zanim dała się wyprowadzić.
