
Rybomania oczami kogoś, kto przyjechał tylko popatrzeć
Największe targi wędkarskie w Europie, trzy dni, dwadzieścia kilometrów przejścia po halach i jedna rzecz, którą naprawdę warto było zobaczyć.
Rybomania odbywa się w Poznaniu, czyli piętnaście minut od mojego domu, więc nie miałem wymówki. Trzy dni, cztery hale i tłum, jakiego nie widziałem na żadnej innej imprezie wędkarskiej.
Sprzętu jest tyle, że po dwóch godzinach przestaje się go widzieć. Kołowrotek za trzy tysiące wygląda tak samo jak kołowrotek za trzysta, jeśli obejrzało się ich sto z rzędu.

Po co tam w takim razie jechać
Dla ludzi. Spotkałem trzech kolegów, z którymi łowiłem dwadzieścia lat temu i z którymi kontakt urwał się razem z zamknięciem starego sklepu wędkarskiego na Grunwaldzkiej. To było warte całego biletu.
Czytaj dalej
Inne wypady

Zanęta na sierpień: co u mnie działa, a co przestało
Po dwudziestu latach mam już swoje przyzwyczajenia. Kilka z nich w tym roku musiałem zweryfikować — woda jest cieplejsza niż kiedyś.

Trzy noce na Powidzkim i jeden karp, który wszystko zmienił
Pojechałem na dwie noce, zostałem trzy. Woda była przejrzysta jak szkło, ryby ostrożne, a wszystko rozegrało się w ostatnich czterdziestu minutach.

Amur z rozlewiska, czyli jak zmarnować cztery godziny i nie żałować
Brodzenie po pas w mule, komary wielkości wróbla i jedna ryba, która zerwała mi dwa zestawy, zanim dała się wyprowadzić.
